Wywiad z Arturem Andrusem nietypowo o… Arturze Andrusie

Najbardziej lubię mówić

Na co dzień redaktor radiowej Trójki, co tydzień gospodarz spotkań w warszawskiej "Piwnicy pod Harendą", co jakiś czas konferansjer różnych imprez kabaretowych – m.in. Turnieju Małych Form Satyrycznych. Poza tym poeta, autor tekstów piosenek, artysta kabaretowy, komentator "Szkła kontaktowego" w TVN24 oraz Mistrz Mowy Polskiej…

Artur – czym Ty się wreszcie zajmujesz?
Ja się wreszcie zajmuję wszystkim, czym się da. To znaczy nie wszystkim, bo nie zajmuję się na razie jeszcze paralotniarstwem, nie potrafię też zająć się centralnym ogrzewaniem, czy układaniem płytek ceramicznych… Poza tym prawie wszystkim się zajmuję – śpiewam, recytuję, prawie już tańczę i prowadzę różne imprezy. Jest tego sporo.

Co więc bardziej lubisz – śpiewać, mówić czy tańczyć?
Najbardziej jednak lubię mówić, bo moje śpiewanie i tańczenie jest tak naprawdę tylko dodatkiem do mówienia. Zdaję sobie sprawę, że zarówno moje śpiewanie jak i taniec może dostarczać ludziom radości, ale głównie z takiego względu, że ludzie widzą na scenie kogoś w gorszej od siebie sytuacji i to dlatego ich bawi. Natomiast tak naprawdę mówienie jest moim zawodem, bo ja przede wszystkim pracuję w radiu i z mówienia żyję.

Często jesteś konferansjerem różnych imprez kabaretowych, kto jest Twoim idolem?
Takich idoli mam wielu, ale pierwsze nazwisko jakie mi się od razu nasuwa, to Wojciech Młynarski. Zawsze uwielbiałem jego piosenki, zawsze byłem pełen podziwu dla tego, co on robi i tak mi zostało do dziś. Uważam, że Młynarski jest mistrzem świata jeśli chodzi o piosenkę kabaretową i nie tylko zresztą kabaretową. Potem paru idoli dołączyło. Kiedy poznałem twórczość Andrzeja Poniedzielskiego, i to tę również kabaretową, bo Andrzej jest taki z lekka, ścichapęk kabaretowy – to on też stał się niewątpliwie moim idolem. Jeszcze paru mógłbym wymienić, ale na razie tych dwóch wystarczy.

Wspomniałeś o Młynarskim – kiedy byłeś jeszcze na studiach przeprowadziłeś z nim wywiad. Pamiętasz o co go pytałeś i jak?
Pamiętam, bo trudno o tym zapomnieć. Po pierwsze dlatego, że to był dla mnie rzeczywiście ważny wywiad. To od niego zaczęła się moja praca w radiu, ponieważ na podstawie tego wywiadu dostałem propozycję pracy. Druga sprawa to taka, że było to w okolicy Bożego Narodzenia i zadałem mu jakieś banalne pytanie o to jak widzi naszą przyszłość w przyszłym roku, także nic odkrywczego tam na pewno w nim nie było. Oczywiście wszystko było rymowane: pytania i odpowiedzi – na tym polegała niezwykłość tego wywiadu, bo byłem pierwszym dziennikarzem, który z Młynarskim rozmawiał wierszem.

Podczas swoich występów na scenie wymyślasz na poczekaniu wierszyki lub piosenki. Czy masz jakieś gotowe schematy?
Nie mam, bo właśnie nie mogę mieć. Korzystam z takiej swojej umiejętności improwizacji, którą ćwiczę od pewnego czasu, występując np. w serialu „Spadkobiercy”. Najczęściej zbieram jakieś słowa od publiczności i wiem, że specjalnie nie powinienem szukać w tych wyrazach sensu – chodzi raczej o rym niż o sens, a sens się z takiego namolnego próbowania z rymowania czegokolwiek jakiś wyłania – to znaczy sens albo brak sensu, co tak samo publiczność śmieszy. Więc schematu żadnego nie mam – za każdym razem rzeczywiście wychodzi coś innego i często mnie samego zaskakuje to, co z tego wyszło.

Mam propozycję – co powiesz na wierszyk ze słowami: PGE, koparka i energia?
Oczywiście, niech pomyślę…

Idą sobie krówki dwie,
Patrzą – napis PGE.
Krówki sobie szły na harce
Patrzą, napis na koparce.
Czarny napis na tle białym:

„Krowo nie marnuj energii”

No to zrezygnowały!

Pamiętasz jak kiedyś prowadziłeś ówczesny Turniej Łgarzy w mundurze górniczym?
To że imprezę prowadziłem w mundurze górniczym to wspominam bardzo miło, bo potem mi się już nigdy taka sytuacja nie zdarzyła, aczkolwiek okoliczności nie były tak do końca miłe, bo ten górniczy strój dostałem dlatego, że nie miałem w jakim innym wystąpić przed bogatyńską publicznością. Po prostu ogołocono nam samochód z wszystkiego co mieliśmy, łącznie z moimi strojami do występu. Właśnie dlatego ktoś mnie wtedy szlachetnie poratował i pożyczył mi mundur górniczy. Był to dla mnie pamiętny występ. Zresztą ktoś mi niedawno o tym przypomniał. Pamiętam, podczas jakiegoś występu w Polsce podszedł do mnie ktoś i powiedział, że to jego ojciec pożyczył mi strój. Jak widać ludzie też to pamiętają…

Prowadzisz swój blog, co dziś w nim napiszesz?
To nie jest typowy blog. O tym, że to jest blog dowiedziałem się po pół roku pisania. Tak naprawdę zadzwoniła do mnie Wirtualna Polska i normalnie zamówiła u mnie teksty, które by co tydzień pojawiały się na ich stronach. Ja to potraktowałem jako normalne zawodowe zamówienie, że trzeba coś napisać i być z tym na czas. I tak to robię. Co tydzień, od paru lat, piszę więc jakiś tekst. To nie jest jednak blogowanie jak to niektórzy pojmują, że kiedy człowiek wstaje to od razu pierwsze swoje myśli spisuje – jak w pamiętniku, żeby przekazać je ludzkości. Nie, ja mam inne zamierzenie – ja mam tę ludzkość, która zajrzy na ten blog, zamiar rozbawić, a czym? To jest już po prostu kombinowanie żeby coś śmiesznego wpadło do głowy. Co napiszę w najbliższym czasie? Wiem co napiszę, bo jakiś czas temu wymyśliłem, że będę pisał powieść w odcinkach o bawarskiej arystokracji. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale zacząłem pisać tą powieść pod tytułem „Żałuj Marleno”. Już dwa odcinki się pojawiły i mam pomysł na trzeci, więc on pewnie będzie najbliższy.

Jak i kiedy odpoczywa Artur Andrus?
Kiedy? – wtedy kiedy się da. Jak mi się uda wyrwać parę dni z kalendarza, albo sobie zablokować czas z półrocznym wyprzedzeniem, to wtedy tego pilnuję żeby mi nikt nie przerywał wypoczynku. A jak? Bardzo różnie. Na przykład zimą od jakiegoś czasu kiedy nauczyłem się jeździć na nartach, to jeżdżę na narty. Jest to jedyny przejaw mojej jakiejkolwiek aktywności ruchowej. Z kolei latem byczę się i mam parę ulubionych miejsc – albo na Kaszubach, gdzie od paru lat bywam, bo poznałem tam fantastycznych ludzi, albo wybieram jakieś cieplejsze miejsca typu Chorwacja, albo nasze plaże nad Bałtykiem – też tam lubię sobie posiedzieć. Dla mnie prawdę mówiąc miejsce jest drugorzędne, bardziej towarzystwo jest dla mnie ważniejsze. Zwracam uwagę na to, by być wśród ludzi, których lubię, z którymi dobrze się czuję i na wszystkie wyjazdy wypoczynkowe zawsze jedziemy grupą zaprzyjaźnionych ludzi.

W 2010 roku, tydzień po katastrofalnej powodzi zorganizowałeś w radiowej Trójce charytatywny koncert dla Bogatyni… Jesteś związany z tym miastem?
Naturalnie. Już od kilkunastu lat przyjeżdżam do Bogatyni i wtedy jak sobie uświadomiłem oglądając w telewizji to, co się tutaj wydarzyło i jaką tragedię przeżyli ludzie… Człowiek czuje to wprost – prawdopodobnie wśród ludzi, którzy coś stracili i którzy potrzebują teraz pomocy są tacy, z którymi ja się tutaj spotykałem. Pierwsza rzecz, która mi przyszła wtedy do głowy, to od razu zadzwoniłem do znajomych, do których miałem telefony zapytać czy nic im się nie stało. Na szczęście nic się nie stało, ale wiedziałem, że przez te koncerty (Turnieje Łgarzy), które ja tu prowadziłem przewinęło się setki, jak nie tysiące ludzi i że wśród nich na pewno są tacy, którzy takiej pomocy oczekują. To było naturalne, że trzeba było coś zrobić. Zdawałem sobie też sprawę, że to nie będzie coś, co załatwi problem, bo przecież te potrzeby są olbrzymie, ale ważniejsze było dla mnie wysłanie takiego sygnału do ludzi, że gdzieś tam, kilkaset kilometrów dalej są ludzie, którzy myślą o nich, że nie jest im to obojętne. To był właściwie jedyny powód żeby taki sygnał wysłać i żeby ludzie w Bogatyni mieli świadomość, że to nie jest coś takiego, że się przyjeżdża raz w roku do nich, dwie godziny pobędzie na scenie i już człowiekowi są obojętni ci, którzy przyszli tutaj na te koncerty.

Rozmawiał Henryk Izydorczyk

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <font color="" face="" size=""> <span style="">